Przemoc - jak pomóc ofierze

Spotkałam się dzisiaj z koleżankami. Doszło do tego zupełnie niespodziewanie, rzec by można, że w pełni spontanicznie. Z założenia miało to być dla mnie przyjemne, radosne oraz odstresowujące spotkanie, w rzeczywistości kolejny raz zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo potrzebna jest mi psychoterapia Kraków (więcej informacji pod tym adresem). psychoterapia Zamiast bowiem śmiać się oraz żartować, właściwie mimochodem i zupełnie podświadomie zeszłam w rozmowie na tematy problemów, z jakimi muszę się mierzyć w swoich relacjach z partnerem.

Z niezrozumiałych mi przyczyn nie potrafię myśleć jasno, trzymam się kurczowo swojego męża, mając złudną nadzieję, iż się zmieni, że zrozumie jak bardzo mnie rani. Rozum podpowiada, że będzie tylko gorzej, jednak nadzieja, jak to nadzieja – umiera ostatnia.

Ponieważ nie mam takich dochodów, żeby móc pozwolić sobie na podjęcie kosztownej terapii prywatnej, skierowały mnie do ośrodka interwencji kryzysowej (szczegóły tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Interwencja_kryzysowa), znajdującego się niedaleko od mojego miejsca zamieszkania. Wspomniany ośrodek jest nastawiony na udzielanie wsparcia zwłaszcza ofiarom aktów przemocy, zatem z pewnością mogłabym uzyskać tam profesjonalne wsparcie. Nie ukrywam jednak, iż znając siebie – zrobię co tylko w mojej mocy, żeby odwlec rozpoczęcie takiej terapii.

Strasznie się boję, że dotrze do mnie to, co tak naprawdę wiem już od jakiegoś czasu, a mianowicie namacalnie otrzymam dowód na to, że tkwię w toksycznym, obezwładniającym oraz wyniszczającym mnie związku.

Opowiedziałam trochę na temat kłopotów w swoim związku z drugą połową oraz trudnej relacji z partnerem. Dwie dziewczyny pracują w ośrodku pomocy społecznej (więcej informacji na stronie), szybko zatem podchwyciły temat. Praca z ofiarami przemocy psychicznej i fizycznej jest dla nich codziennością, szybko postawiły więc trafną diagnozę dotyczącą mojego stanu i tego, co dzieje się z moją rodziną. psychiatra Słuchałam uważnie tego, co mówiły, nie mniej jednak cały czas dystansowałam się od tego. Zresztą, to podobno także typowe, że wypieram swój problem. Próbuję go wszelkimi sposobami zagłuszyć, wmawiając sobie, iż w praktyce jest to tylko mój wymysł, a nie realny kłopot, z którym w końcu trzeba się zmierzyć.